piątek, 14 listopada 2014

Turn it off. Read a book.

         Lubię czytać. Bardzo lubię. W zasadzie to uwielbiam. No dobra... kocham czytać.
W domu, w autobusie, pociągu, aucie. Podczas przerw, w trakcie zajmujących wykładów.
Nie liczcie na ciekawą historię - nie wiem skąd te uzależnienie. Po prostu dostaję w swoje łapska egzemplarz i od razu muszę przeczytać choćby jedną stronę. Może dwie. Ewentualnie cały rozdział.
Oczywiście nie rzucam się na każdą napotkaną książkę jak Reksio na szynkę, ale potrafię czytać równocześnie więcej niż jedną pozycję. Z czystej zachłanności. To znaczy: ciekawości! Jeszcze jedną przypadłością jest wracanie do przeczytanych już książek.
Stąd też ostatnimi, które pochłonęłam były głównie dobrze mi już znane tytuły.

         Uczta dla wron. Sieć spisków, autorstwa G. R. R. Martina.
Jedyna książka z poniższej listy, którą przeczytałam pierwszy raz. Jako fanka serialu (Gra o tron) musiałam w końcu sięgnąć po pierwowzór i... znowu się wciągnęłam. Pomimo (nużących momentami) długich opisów, książki są świetne. Zabawne, przerażające, nie pozwalające przewidzieć tego co się wydarzy na kolejnej stronie. Poluję na kolejne tomy.

         GONE. Zniknęli, tom 1, autorstwa Michaela Granta.
Pomimo zniechęcającej okładki (pachnącej młodzieżowym klimatem), środek to istny tajfun zmiatający czytelnika. Książka opowiada historię niewielkiego miasteczka w Stanach, z którego w jednej chwili znikają wszyscy powyżej piętnastego roku życia. Pozostałe w mieście dzieciaki od reszty świata odcina nie tylko brak dostępu do internetu, kablówki czy telefonów, ale przede wszystkim szeroka na kilkadziesiąt kilometrów kopuła, której w żaden sposób nie da się zniszczyć.
Książka ta jest genialnym obrazem odbudowującego się na nowo społeczeństwa, z tą tylko różnicą, że składającego się wyłącznie z dzieci. Akcja toczy się wyjątkowo szybko, przeobrażając pozornie fantastyczną bajeczkę w mocny dramat, thriller a momentami nawet horror. Żadna z sześciu części mnie nie rozczarowała.

         Harry Potter i Książę Półkrwi, autorstwa J. K. Rowling.
Nie będę rozpisywała się o fabule tej książki. W jakiś sposób na pewno znacie Harrego.
Dość późno sięgnęłam (oczywiście przypadkowo) po tę pozycję, ale zdążyłam przerobić wszystkiego części jeszcze przed ostatnio zekranizowaną. I totalnie się zadurzyłam. Do tego stopnia, że przynajmniej raz w roku czytam wszystkie tomy, od początku. Szaleństwo? Nie odpowiadajcie. Wystarczy, że widzę jak moja Rodzicielka reaguje za każdym razem, gdy widzi mnie, czytającą (znowu!?) Harrego.
Są to jedyne do tej pory znane mi książki, które czytam błyskawicznie. Ponadto za każdym razem wyczytuję z nich coś innego – prawdziwa magia książek.
Ps: Tak, ja też chciałam dostać list z Hogwartu.