piątek, 14 listopada 2014

The lord of the rings... and necklaces, and bracelets, and earrings.

Przepadam za biżuterią. Każdego dnia staram się mieć na sobie chociaż jeden jej element, zwłaszcza jeśli wiąże się z nim jakaś historia.
Pierwszy pierścionek. Urodzinowe kolczyki. Własnoręcznie wykonana bransoletka. Dawno zapomniana zawieszka.

Trudno nazwać okulary ozdobą, zwłaszcza kiedy nie noszę ich wyłącznie dla oprawek, aczkolwiek od kilkunastu lat są dla mnie nieodłączną częścią garderoby. Najczęściej pierwszą rzeczą po wstaniu z łóżka jest właśnie ich założenie. I chociaż żartobliwie nazywam je swoją drugą parą oczu...stały się one nader ważnym elementem mojego codziennego funkcjonowania.

Perfumy. Kształtna buteleczka, okropnie zwyczajny dozownik i zawartość. To tak jakby upłynnić szczęście. Zamknąć w małym pojemniczku płyn wywołujący tak wiele emocji, reakcji i uczuć.

Usta. Pokryte choćby zwyczajną pomadką ochronną.

Paznokcie. Całkiem nowy bzik. Maleńkie powierzchnie pozwalające wyrażać tak wiele.