niedziela, 23 listopada 2014

Dziennik pokładowy nr04

Pobiłam dzbanek. W zasadzie nadtłukłam. Na szczęście? Pitu pitu... zabobony.
Ale pizza się udała. W domu nadal unosi się zapach pieczonego salami i oregano. Mój brzuch się cieszy a niedzielę można uznać za udaną.
Pomijając oczywiście te paskudne białe coś oblegające chodniki, trawniki i inne nieosłonięte powierzchnie na zewnątrz. Uprzedzając ataki wielbicieli tego, jak mu tam... śniegu. Ma on swoją magiczną moc, urok, piękno i inne dodatki. Pięknie skrzy się w słoneczną pogodę. Super skrzypi w mroźne dni. Wreszcie gdyby nie śnieg, skąd brałyby się bałwany?! Ale zalegając pod nogami w postaci mokrej ciapowatej substancji uosabia tylko depresję, przypominając nam o nadal trwającej (kalendarzowej) jesieni.