Lubię czytać. Bardzo lubię. W zasadzie to uwielbiam. No dobra...
kocham czytać.
W domu, w autobusie, pociągu, aucie. Podczas przerw, w trakcie
zajmujących wykładów.
Nie liczcie na ciekawą historię - nie wiem skąd te uzależnienie.
Po prostu dostaję w swoje łapska egzemplarz i od razu muszę
przeczytać choćby jedną stronę. Może dwie. Ewentualnie cały
rozdział.
Oczywiście nie rzucam się na każdą napotkaną książkę jak
Reksio na szynkę, ale potrafię czytać równocześnie więcej niż
jedną pozycję. Z czystej zachłanności. To znaczy: ciekawości!
Jeszcze jedną przypadłością jest wracanie do przeczytanych już
książek.
Stąd też ostatnimi, które pochłonęłam były głównie dobrze mi
już znane tytuły.
Uczta dla wron. Sieć spisków, autorstwa G. R. R. Martina.
Jedyna książka z poniższej listy, którą przeczytałam pierwszy
raz. Jako fanka serialu (Gra o tron) musiałam w końcu
sięgnąć po pierwowzór i... znowu się wciągnęłam. Pomimo
(nużących momentami) długich opisów, książki są świetne.
Zabawne, przerażające, nie pozwalające przewidzieć tego co się
wydarzy na kolejnej stronie. Poluję na kolejne tomy.
GONE. Zniknęli, tom 1, autorstwa Michaela Granta.
Pomimo
zniechęcającej okładki (pachnącej młodzieżowym klimatem),
środek to istny tajfun zmiatający czytelnika. Książka opowiada
historię niewielkiego miasteczka w Stanach, z którego w jednej
chwili znikają wszyscy powyżej piętnastego roku życia. Pozostałe
w mieście dzieciaki od reszty świata odcina nie tylko brak dostępu
do internetu, kablówki czy telefonów, ale przede wszystkim szeroka
na kilkadziesiąt kilometrów kopuła, której w żaden sposób nie
da się zniszczyć.
Książka
ta jest genialnym obrazem odbudowującego się na nowo społeczeństwa,
z tą tylko różnicą, że składającego się wyłącznie z dzieci.
Akcja toczy się wyjątkowo szybko, przeobrażając pozornie
fantastyczną bajeczkę w mocny dramat, thriller a momentami nawet
horror. Żadna z sześciu części mnie nie rozczarowała.
Harry Potter i Książę Półkrwi, autorstwa J. K. Rowling.
Nie będę rozpisywała się o fabule tej książki. W jakiś sposób
na pewno znacie Harrego.
Dość późno sięgnęłam (oczywiście przypadkowo) po tę pozycję,
ale zdążyłam przerobić wszystkiego części jeszcze przed
ostatnio zekranizowaną. I totalnie się zadurzyłam. Do tego
stopnia, że przynajmniej raz w roku czytam wszystkie tomy, od
początku. Szaleństwo? Nie odpowiadajcie. Wystarczy, że widzę jak
moja Rodzicielka reaguje za każdym razem, gdy widzi mnie, czytającą
(znowu!?) Harrego.
Są to jedyne do tej pory znane mi książki, które czytam
błyskawicznie. Ponadto za każdym razem wyczytuję z nich coś
innego – prawdziwa magia książek.
Ps: Tak, ja też chciałam dostać list z Hogwartu.